piątek, 21 grudnia 2012

Moja włosowa historia

Długi czas zastanawiałam się nad tym postem, bo nie wiedziałam czy nie jest za wcześnie. W końcu stwierdziłam, że jednak moje włosy przeszły dość sporą przemianę, a w razie czego będę aktualizować swoją historię.

Zacznę od tego, że moje włosy bardzo dużo przeszły, ciągłe farbowania, codzienne prostowanie, szorowanie   mocnymi szamponami oraz tarcie ręcznikiem, dodatkowo nie były niczym zabezpieczane nie licząc alkoholowego jedwabiu z Biosilku kładzionego (o losie!) na całe włosy. Moja pielęgnacja zmieniła się o 180 stopni i chciałabym Wam o niej opowiedzieć.

Zdjęcia nie przedstawiają wszystkich etapów moich włosowych poczynań, bo do niektórych nie mogłam się dokopać. Moje włosy przeszły dwie dekoloryzacje, rozjaśniania, balejaże i pasemka. Widziały chyba wszystkie kolory tęczy, od blondu przez rudości, czerwienie i brązy po głębokie czernie. 

Jako dziecko do 2 lat byłam praktycznie łysa, miałam tylko puszek na głowie. Później stopniowo włosy zaczęły rosnąć i nabierać złotego odcienia blondu (przy czym miałam ciemnobrązowe oczy ;))


Włosy miałam co jakiś czas podcinane, bo mamę męczyło rozczesywanie poplątanych włosów, jednak to co zrobiła fryzjerka, przeszło wszelkie granice. Zostawiona na pastwę losu pod opieką taty weszłam z moimi długimi włosami, a wyszłam ścięta na chłopaka. Płakałam chyba kilka dni, wstydziłam się nawet iść do szkoły z takimi włosami. Nigdy nie miałam bardzo gęstych włosów, ale dłuższe włosy jednak dodają trochę uroku dziewczynce. 


Jakiś czas później włosy odrastały, ale i sporo ściemniały. Poza tym zrobiły się proste jak druty.
Na zdjęciu możecie zobaczyć grzywkę mojego autorstwa ;) Bardzo przeszkadzały mi nowe włoski, które sobie rosły, dlatego postanowiłam je ściąć! ;) Nie wiem co sobie myślałam, chyba to, że jak zetnę to już nie będą rosły w tym miejscu. ;)) Jakiś czas musiałam chodzić ze sterczącym kikutem, który sama sobie sprawiłam.



Później przyszedł czas pierwszych koloryzacji, na początku były to szampony koloryzujące, różne odcienie brązów. Później bardzo chciałam trwałą farbę, bo efekt po szamponetkach utrzymywał się krótko. 
Wpadłam więc na pomysł, żeby przyciemnić włosy do głębokiej czerni. 
Kolor tak wżarł mi się we włosy, że do dziś żałuję tej decyzji. 
W czarnych włosach wytrzymałam gdzieś ze dwa lata, później chciało się już coś innego.


Coś innego było dekoloryzacją i przejściem na blond! Takiego siana w życiu nie miałam na głowie. Włosy dosłownie rozchodziły się w palcach i wychodziły garściami przy myciu. Był to czas kiedy nie używałam masek, nie zabezpieczałam włosów, a odżywek używałam sporadycznie, jak mi się akurat przypomniało.


Kolejnym etapem było przemalowanie się z powrotem na czarno, bo stwierdziłam, że blond do mnie jednak nie pasuje. Kolejnych kilka lat farbowałam włosy granatową lub głęboką czernią. Były momenty kiedy chciałam trochę rozjaśnić kolor do brązu, ale denerwował mnie jaśniejszy kolor przy odrostach i wracałam do czarnego. 
Jednak kiedyś człowiek musi przejrzeć na oczy i zdecydowałam się pożegnać z czernią na rzecz brązu. Droga była ciężka, bo długi czas musiałam chodzić z kilkoma kolorami na głowie, w prawdzie do tej pory mam jeszcze resztki czerni na końcówkach, ale sukcesywnie się tego pozbywam.


Upięte włosy wyglądały jeszcze jako tako, bo były spięte w jedną stronę.
Jednak lata codziennego prostowania, suszenia i farbowania odkryły przerażającą prawdę o moich włosach.
Nie ma co ukrywać wyglądałam jak wypłosz. Smutnie zwisające strąki spalonych włosów nikomu nie dodają urody, a wręcz wyglądają tragikomicznie.



Przyszedł czas kiedy trafiłam na wizaż i na blogi włosomaniaczek, to dało mi siłę do walki o moje włosy.
Z dnia na dzień wyrzuciłam prostownicę, miałam też zamiar w taki sposób pozbyć się suszarki, ale w porę opanowałam się i stwierdziłam, że będę jej używać z głową. 

Pierwsze olejowania i maski dawały efekty, włosy zyskały na blasku.


Regularnie podcinałam włosy.



Bardzo chciałam zapuścić długie włosy, jednak w ich stanie nie było to możliwe i podjęłam wydawać by się mogło, że łatwą, jednak dla mnie trudną decyzję o ścięciu włosów. Czułam się dość dziwnie, bo bardzo dawno nie miałam tak krótkich włosów, ale decyzja była strzałem w dziesiątkę, bo włosy od razu zyskały na gęstości i objętości, no i nareszcie mogłam zobaczyć jak wyglądają zdrowe końcówki. 

W maju tego roku wyglądały tak:


Nie chciałam już katować włosów farbami chemicznymi, dlatego zdecydowałam się na hennę. Na początek wybrałam orzechowy brąz, efekty były mało widoczne, ale liczyłam na zbawienny efekt ziół. Nie chodziłam i nie chodzę do fryzjera, włosy ścina mi mama. Zdecydowałam się na ścięcie w lekkie półkole.

   

W tym czasie dzielnie testowałam wcierkę Jantar, chociaż byłam trochę niepocieszona brakiem efektów. Skończyłam buteleczkę i postanowiłam do niej  nie wracać, bo nie daje efektów. Jakie było moje zdziwienie kiedy dwa tygodnie później ujrzałam całą armię małych włosków! Jednak działa i jak do tej pory to moja najlepsza wcierka.



W październiku prezentowały się prawie tak samo jak wcześniej, regularnie je podcinałam, żeby pozbyć się czarnych końców. 



W listopadzie zostawiłam je w spokoju, żeby trochę podrosły.


Jednak później stwierdziłam, że przestały się już tak dobrze układać i postanowiłam je skrócić.



Włosy ścięłam na prosto, ale jak wiemy kobieta zmienną jest i stwierdziłam, że bardziej odpowiadało mi ścięcie w półkole. ;)


Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć jak długie już mam bejbiki, tworzą całkiem zabawną grzywkę, ale jest tego minus taki, że nie mogę zaczesać włosów do tyłu, bo powstaje mnóstwo odstających antenek. Wolę też ich za bardzo nie przygładzać, bo i bez tego mam problem z nadaniem włosom objętości. 


Pokazują się też nowe włoski. ;)


A obecnie włosy prezentują się tak:



Obecna pielęgnacja włosów:

Szampony: Włosy myję codziennie, czasem zdarza się co drugi dzień. Do codziennego mycia używam balsamu do kąpieli dla kobiet w ciąży Babydream fur Mama, do oczyszczania używam szamponu Eva z czarną rzepą lub innego bez silikonów jaki mam na stanie.

Odżywki: Z odżywek bez spłukiwania najbardziej lubię Joannę z pokrzywą i zieloną herbatą. Do spłukiwania używam w zasadzie każdej, która ma odpowiedni dla mnie skład, lubiłam wycofaną Isanę z babassu, używam też Garnier z awokado i masłem karite i Garnier nutri gładki.

Oleje: Olej nakładam na włosy na całą noc 2-3 razy. Moje włosy najbardziej lubią olej ze słodkich migdałów, olej jojoba i olej z awokado, od czasu do czasu nakładam też oliwę z oliwek i krem kakaowy z Isany.

Maski: Staram się nakładać maskę co najmniej raz w tygodniu, jednak różnie to bywa, czasem nałożę raz czy dwa, ale zdarza się też, że nie nałożę wcale lub nakładam co drugi dzień. Maskę nakładam pod czepek  i ręcznik na około godzinę, zależnie ile mam czasu. Przetestowałam wiele masek i za najlepszą do tej pory uważam Organiqe anti-age o zapachu winogron, mogłabym używać jej cały czas jednak powstrzymuje mnie jej cena. Od czasu do czasu robię też maski z własnej roboty z żółtka, oliwy z oliwek, miodu i jogurtu lub majonezu. Pasuje mi też Kallos latte pod względem zapachu i działania.Chwalę sobie też rosyjską maskę drożdżową. W najbliższym czasie mam zamiar wypróbować maskę Scandic i Biowax, Wax okazał się totalnym niewypałem.

Wcierki: Na początku wcieranie szło mi słabo, ale jak zobaczyłam pierwsze efekty zaczęłam wcierać regularnie. Najlepszą z wcierek okazał się Jantar, wracam do niego co jakiś czas, żeby nie przyzwyczaić włosów. Bardzo dobry był też rosyjski tonik do włosów Receptury Babuszki Agafi. Ampułki Joanny też całkiem dobrze działały, tak samo jak eliksir z Green Pharmacy, ale po nich nie było już tak spektakularnych efektów.

Zabezpieczanie włosów: Najczęściej zabezpieczam końcówki włosów jedwabiem Marion, czasem używam do tego kropelki oleju

Suszenie: Włosy myję przeważnie codziennie, zdarza mi się umyć na następny dzień. Włosy pozostawiam do naturalnego wyschnięcia, jeżeli mi się spieszy to suszę suszarką, chłodnym nawiewem.



Swoją historię kieruje głównie do osób tak jak kiedyś ja, zapatrzonych w prostownicę. Uwierzcie mi, kiedy prostowałam włosy nigdy nie osiągnęłam takiego efektu jaki chciałam, zawsze coś się wywijało, podwijało i zakręcało, co doprowadzało mnie do szału i musiałam poprawiać kilka razy w ciągu dnia. Teraz kiedy tyle czasu nie prostuje włosów ku mojemu zdziwieniu same się rozprostowały, suszarki używam sporadycznie zimą.

Jak na razie dążę do zagęszczenia włosów, później przyjdzie czas na walkę o długość. 


23 komentarze :

  1. Mam wielką nadzieję, że i mi uda się dojść do takiej długości:) Piękna historia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się uda ;) trzymam kciuki ;)

      Usuń
  2. Świetny post! Naprawdę dużo zmian :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmian dużo owszem, ale mam nadzieję, że więcej nie będzie ;)

      Usuń
  3. wow! życzę dalszej wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz wlosy masz przepiekne :) Zazdroszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne masz teraz włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna historia, na prawdę przeszłaś bardzo długą drogę, teraz rewelacje. Takie osoby jak Ty motywują mnie, abym sama wzięła się za swoje stronki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie własnie zmotywowały tego typu historie ;)

      Usuń
  7. Mam wrażenie, że jestem na początku drogi którą przeszłaś :) Też się pozbywam czarnych chemiczych końców, resztę przyciemniam henną żeby nie było takiej różnicy i też strasznie ich mało. Walczę o zagęszczenie. Chciałabym już być na tym etapie co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarne włosy o ile nie chce się ich mieć na stałe to przekleństwo, strasznie ciężko się tego pozbyć. Kolor strasznie się wżera.

      Usuń
    2. Dokładnie :/ Żałuję każdego dnia. Ale cóż kiedyś w końcu urosną :)

      Usuń
  8. niesamowicie Ci urosły od maja :)

    OdpowiedzUsuń
  9. przepięknie nabrały gęstości, teraz super i najlepiej ścięte w półkole, chyba także teraz tak będę ścinać

    OdpowiedzUsuń
  10. od maja az tyle ci wlosy urosly :O ale zazdroszcze :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Do momentu farbowania włosów (ja moich nigdy niczym nie farbowałam_ mamy dosłownie IDENTYCZNĄ historie włosową, prócz tego, że ja jako maluszek miałam włosy do pupy, bardzi cienkie. Po Komunii poszły na ścięcie :(.


    Marswi ;)


    P S Zapraszam na mojego bloga! :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.