sobota, 28 września 2013

Planeta Organica, odżywczy szampon z Aleppo

Hej ;)

Przetestowałam już trochę rosyjskich kosmetyków, znalazło się w nim wielu ulubieńców, ale też kilka bubli, jednak do testowania zostało jeszcze sporo. ;) Ten szampon zamówiłam przy okazji promocji w sklepie Skarby Syberii, swoją drogą sklep ma chyba najlepsze promocje, chyba, że nie dotarłam jeszcze do jakiegoś sklepu z rosyjskimi kosmetykami. To mój pierwszy produkt z serii Planeta Organica, ale na pewno nie ostatni, bo po tym szamponie mam wrażenie, że cała seria zapowiada się tak dobrze, ale testy zweryfikują. ;)



Szampon z Aleppo odkrywa tajemnicę pięknych włosów arabskich kobiet, przenosi nas w atmosferę wschodniej baśni. Tworząc szampon z Aleppo posłużyliśmy się dawną, niezmienianą od stuleci recepturą. Szampon zawiera organiczną oliwę z oliwek, ekstrakt z owocu figi, czarny kminek i różę damasceńską. Zawiera certyfikowane organiczne składniki. Nie zawiera SLS i parabenów.

Pojemność: 280 ml
Cena: 18 zł
Dostępność: sklepy z rosyjskimi kosmetykami



Skład: Aqua with infusions of: Organic Olea Europaea Fruit Oil, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Nigella Sativa Seed Extract, Organic Rosa Damascena Flower Oil (róża damasceńska), Cedrus Atlantica Bark Oil (cedr atlantycki), Thymus Vulgaris Oil (tymianek), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Crocus Sativus Oil (szafran); Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Potassium Olivate, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Sodium Chloride, Parfum, Citric Acid

Włosy umyte szamponem z Aleppo i pozostawione do naturalnego wyschnięcia. Widzicie ten blask? ;))


Zacznę nietypowo, bo od pompki, ale to było pierwsze co mi się rzuciło w oczy i bardzo spodobało, nie ma chyba nic gorszego jak oporne na otwieranie opakowanie czy wielka dziura, przez którą większa część produktu prędzej wyleci niż ją zużyjemy. Pompka w przypadku szamponu to fantastyczne rozwiązanie, a tak rzadko to się spotyka. 
Kolejną ciekawą rzeczą jest skład szamponu, nie zawiera on wysoko detergentów, a na samym początku widnieje woda i oliwa z oliwek, a mimo to włosy nie są tłuste po myciu, ani obciążone, bo tego się trochę bałam. Jego niewątpliwym minusem jest problem z wytworzeniem piany, wydaje mi się, że to ze względu na łagodny skład, aczkolwiek najpierw musimy spienić szampon w dłoniach, bo na włosach to dość ciężka sprawa. Konsystencja szamponu jest dość gęsta, ale zarazem jest mało wydajny
Lubię ładnie pachnące produkty, a zapach szamponu jest przepiękny, trochę orientalny trochę ziołowy i trochę kadzidlany, co tworzy piękną kompozycję zapachową, co więcej zapach zostaje na włosach! A jeżeli poczuł go mój mąż to musi naprawdę pachnieć. ;)
Najważniejsze czyli działanie, szampon niesamowicie nabłyszcza włosy, co możecie zobaczyć na zdjęciu. Dodatkowo sprawia, że są miękkie, wygładzone i nawilżone, w sumie po nim potrzebuję już tylko czegoś do zabezpieczenia końcówek włosów, bo co ciekawe nie plącze włosów jak niektóre łagodne szampony. 
Podsumowując, szampon trafia do moich rosyjskich ulubieńców i na stałe na półkę w łazience. ;)

Zauważyłam też, że w sklepie gdzie go kupiłam jest teraz spora promocja na niego więc pewnie uzupełnię zapasy i w związku z tym mam pytanie, co możecie polecić od siebie?

środa, 25 września 2013

Nowości w kosmetyczce + wyniki

Hej ;)

W końcu zawitało słońce, mimo, że wieje jak cholera to trochę słońca zawsze napawa mnie optymizmem. Mam nadzieję, że jeszcze jakiś czas się utrzyma. Dzisiaj post o nowościach, czekam jeszcze na parę zamówionych paczek, ale uznałam, że podzielę to na pół. ;)

Moje pierwsze woski Yankee Candle <3 Zamówiłyśmy wspólnie na nieoficjalnym spotkaniu z moimi cudownymi blogerkami. Tu taka moja mała dygresja, dziewczyny organizujcie spotkania, ja do niedawna byłam przekonana, że nikt na Podlasiu nie bloguje, a przypadkiem trafiłam na Panią domu, a potem już się posypało, nawet za dużo chętnych było, a za mało miejsca w lokalu. ;)
Wpadłam, wsiąkłam i co tam jeszcze, żałuję tylko, że wcześniej ich nie zamówiłam, na pewno to nie ostatnie zamówienie, tym bardziej, że weszła teraz jesienna i zimowa kolekcja. ;)))


Wygrana w rozdaniu u Toldinki, zestaw Pierre Rene. ;)



Płatki do twarzy i okolic oczu - orzeźwiające, jeszcze z poprzedniej gazetki urodowej. ;)
Biedronka 10 października szykuje kolejne kosmetyczne promocje, mam nadzieję, że będą lepsze od tych.


Kolejne skarby są z Yver Rocher, a konkretniej z oferty urodzinowej, odkąd zrobiłam tam pierwsze zamówienie tylko czekam na nowe kody i promocje. Zresztą zobaczcie same: zamówiłam żel kawowy, szampon stymulujący wzrost włosów i owocowe pastylki do kąpieli (których używam również niezgodnie z przeznaczeniem, bo pachną niesamowicie i idealnie sprawdzają się włożone do szafki z ubraniami ;))


Gratis do zamówienia jest jedna z trzech wód do wyboru, ja wybrałam Vanille Noir, cudowny, otulający zapach na jesienne chłody, a jako prezenty: zestaw do paznokci, zegarek na łańcuszku, koralową pomadkę do ust, zestaw biżuterii, puder transparentny i kosmetyczkę.


W czasie weekendu darmowej dostawy długo się opierałam, ale w niedzielę wieczorem skusiłam się na małe zamówienie z HEAN, fixer chodził za mną już jakiś czas, a nadarzyła się okazja to trzeba było brać. ;) 
Mam nadzieję, że moje przypuszczenia się sprawdzą i okaże się hitem, na razie powiem tyle, że matuje jak nie jeden nie matuje. ;)


Owoce wymianki na spotkaniu z dziewczynami ;*


Załapałam się też do testowania błonnika witalnego na portalu Uroda i zdrowie. Mam dla niego wyzwanie jakim jest stan mojej cery oraz około jesienny wzrost apetytu.


***********************************************************

A teraz pora na wyczekiwane wyniki rozdania Mary Kay. Otóż bez zbędnego przedłużania błyszczyki lądują w ręce, a raczej na usta ;)

1 - Berry Me



2 - Hot Tamale


3 - Teddy Bare 



Moje drogie gratuluję Wam serdecznie i proszę o adresy do wysyłki ;)
Jak dostanę jeszcze dzisiaj to jutro rano do Was polecą. ;)

poniedziałek, 23 września 2013

Lovely, Curling Pump Up Mascara

Hej ;)

Nie śpicie jeszcze? ;)
W poprzednim Wibo Boxie otrzymałam dwa tusze do rzęs, jeden już znałam bardzo dobrze, bo jest jednym z moich ulubieńców, recenzję i moje rzęsy bez tuszu możecie zobaczyć tu: KLIK.
Dzisiaj co nie co o żółtym cudaku od Lovely.


Idealnie wytuszuje rzęsy, piękne spojrzenie to cel naszego codziennego makijażu. Specjalna wyprofilowana sylikonowa szczoteczka w maskarze Pump up pozwoli Ci na precyzyjną stylizację rzęs i dokładne ich rozczesanie.

Pojemność: 8 ml
Cena: 9 zł
Dostępność: Rossmann



Wydaje mi się, że zdjęcia mówią wszystko, dzięki maskarze otrzymujemy bardzo widoczne pokręcenie i rozdzielenie rzęs. Na zdjęciach widoczna jest jedna warstwa tuszu, przy drugiej otrzymujemy mocniejszy efekt, ale trzeba uważać na sklejenie rzęs, bo o to bardzo łatwo. Sama szczoteczka jest silikonowa, wygięta w łuk, ale bezproblemowa w użytkowaniu. Nie patrzcie na to, że rzęsy są krzywe czy coś w tym stylu, taki ich urok, to nie wina tuszu. ;) Ogólnie tusz jest całkiem dobry, ale czasem lubi się osypywać w ciągu dnia. Czytałam wiele opinii o nim, że jest świetny, ale ja się muszę nie zgodzić, owszem jest dobry, ale nie bardzo dobry, na razie pozostaje przy moim ulubionym zielonym Wibo.


Jesteście na tak czy na nie? ;)

sobota, 21 września 2013

Zbieram zamówienie z hurtowni biżuterii CRYSTALOVE

Hej ;)

Jakiś czas temu w poszukiwaniu sklepów z biżuterią i dodatkami trafiłam na stronę iloko, już chciałam zamawiać, ale szukając kosztów przesyłki natknęłam się na link do hurtowni, to jedno i to samo, z wyjątkiem tego, że w sklepie iloko możemy zamawiać bez limitu, ale jest dużo drożej, a w hurtowni obowiązuje próg 80 zł. Ceny są bardzo niskie więc samej ciężko nazbierać, dlatego zapraszam jeżeli ktoś byłby chętny na wspólne zamówienie.






Zamówienia zbieram na meila: unicorn8177@gmail.com
W tytule: Crystalove
W treści: linki, ilość, adres do wysyłki

W wiadomości zwrotnej podam nr konta.
Jeżeli czegoś będzie brakowało w paczce, odsyłam pieniądze na ten sam nr konta (chyba, że zaznaczycie, że na inny).

Do kwoty zamówienia należy doliczyć 1 zł za wysyłkę z hurtowni (wszelkie nadwyżki zwracam) + 6 zł za wysyłkę do Was + 1 zł za kopertę. W sumie 8 zł. 

Zamówienia zbieram do środy (25.09.)
Do 27.09. czekam na wpłaty.

Rozumiecie z jakiego powodu nie zakładam za nikogo. ;)


Są chętne na wspólne zamówienie? ;)

piątek, 20 września 2013

BingoSpa szampony bez SLES/SLS

Hej ;)

Wiecie co, czasem jest tak, że chyba za bardzo uwierzymy w obietnice producenta, a potem czujemy lekkie rozczarowanie kiedy produkt okaże się zwykłym przeciętniaczkiem. Jak było w przypadku szamponów bez SLES/SLS od BingoSpa?





Niektóre osoby z wrażliwą skórą głowy lub posiadające delikatne włosy, mogą czuć dyskomfort po zastosowaniu szamponów z tradycyjnymi detergentami. Szampon BingoSpa bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli stworzyliśmy z myślą o takich osobach.

Pojemność: 100 ml
Cena: 12 zł
Dostępność: klik

Skład: Lauramidopropyl Betaine, Aqua, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Citric Acid, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Argania Spinosa (Argan) Nut Oil, Hydrolyzed keratin, Collagen, Parfum, DMDM-Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolione.


Zacznę od tego, że szampon dobrze oczyszcza włosy i nie wysusza ich i w sumie na tym mogłabym skończyć wymienianie plusów. Napaliłam się na niego straszliwie, bo wprawdzie nie demonizuje silniejszych detergentów i używam ich regularnie, ale na co dzień stosuje raczej łagodne szampony. Wybierając szampon nie wiedziałam jakiej będzie pojemności, myślałam, że standardowo 200/250 ml, ale jak bardzo się myliłam zobaczyłam dopiero po otwarciu paczki, szampon był malutki, miał tylko 100 ml, co w przeliczeniu na 12 zł jest średnio adekwatne. Szampon zamiast dozowinika posiada dziurę, przez którą leci zdecydowanie za dużo produktu. Skład jest całkiem niezły, szampon nie zawiera silniejszych detergentów, a zawiera oleje. Tylko szkoda, że na nic to się nie zdaje, bo włosy po umyciu bez odżywki są nie do rozczesania, robi się jeden wielki kołtun, gdzie normalnie nie mam problemów z rozdzieleniem włosów palcami. Względy estetyczne pominę, bo widać je idealnie po butelce, papierowa etykietka w kontakcie z wodą ...
Podsumowując, szampon nie sprawdził się u mnie, dodatkowo jego cena i pojemność pozostawiają wiele do życzenia.





www.bingospa.com


 Dzięki silnym właściwościom błonotwórczym, kolagen tworzy na powierzchni włosów cienki film ochronny zwiększający zatrzymanie wilgoci i chroniący włosy przed wnikaniem szkodliwych substancji z zewnątrz.


Pojemność: 100 ml
Cena: 12 zł
Dostępnośćklik

Skład: Lauramidopropyl Betaine, Aqua, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Citric Acid, Collagen, Parfum, DMDM-Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Niestety, ale musicie zadowolić się zdjęciem podglądowym z internetu, ponieważ opakowanie szamponu wraz z denkiem poleciało przypadkowo do kosza. O ile szampon morelowy nie przypadł mi do gustu, tak z wersja z kolagenem jest o wiele lepsza, nie wiem czy to może kwestia krótszego składu czy może innych właściwości. Szampon o dziwo wytwarza sporą pianę i bez problemu radzi sobie ze zmyciem olei. Włosy nie są po nim splątane, a nawet mogę powiedzieć, że są wygładzone i miękkie. Plusem jest to, że teraz wiem to, że moim włosom chyba służy kolagen, muszę wypróbować inny produkt z kolagenem. Wydajność  jest kiepska, tak jak w przypadku jego brata. 
Podsumowując, szampon jest ciekawy i prawdopodobnie skuszę się kiedyś na niego, jednak będę czekała na jakąś promocję, bo 12 zł za taką pojemność to jednak sporo.


Znacie szampony z BingoSpa? Lubicie?

czwartek, 19 września 2013

Paese box

Hej ;)

U Was też tak paskudnie? :( To chyba najgorsza pora, bo zimo w ręce i ciężko pisać, a poza tym zrobienie dobrych zdjęć graniczy z cudem. Muszę chyba pomyśleć o lampie pierścieniowej, macie jakieś doświadczenia czy przy kiepskim aparacie coś da?

Przechodząc do rzeczy ostatnio dostałam od firmy Paese propozycję przetestowania ich boxa, z racji tego, że widziałam gdzieś baner akcji myśl o kupieniu boxa gdzieś tam krążyła, ale zanim się zebrałam do zamówienia otrzymałam propozycję i kwestia sama się rozwiązała. Poza tym z tej firmy miałam tylko lakier piaskowy, który jak niektóre z Was może pamiętają kompletnie się nie sprawdził dlatego byłam ciekawa innych jakości innych produktów. Dzisiaj recenzji nie będzie, a tylko prezentacja samego boxa, recenzje będą pojawiać się z czasem. 




W boxie znajduje się 5 pełnowymiarowych kosmetyków:


Pomadka z dodatkiem oleju arganowego nr 37 - 22,90 zł

Kolor pomadki akurat nie trafił w mój gust, słodko-różowe odcienie średnio pasują do mojej urody i źle też w nich się czuje, ale sama pomadka jest ciekawa, ma odpowiednią konsystencję  nie waży się i nie podkreśla suchych skórek. Nie wiem czy nawilża, ale na pewno nie wysusza ust, ciekawi mnie ilość oleju arganowego, bo nie mogę się dokopać do składu.


W słońcu:

Puder bambusowy 32 zł

Puder dobrze matuje na całkiem długi czas, nie zawiera talku, a to podobno dobrze. ;)
Niestety minusem jest jego dość chemiczny zapach i podkreślanie suchych skórek po jakimś czasie.


Satynowy cień do powiek nr 819 18,90 zł

W prawdzie używam głównie cieni matowych, ale biały z zestawu idealnie nadaje się do rozświetlania oka.
Cienie nie rolują się w załamaniach i mają nie najgorszą pigmentację (na zdjęciu bez bazy).



Kredka do oczu czarna -10,90 zł (13,90 - cena regularna)

Kredka wypada dość słabo, jak widzicie na zdjęciu daje bardzo słaby efekt, dodatkowo rzadko używam kredek do oczu, ale dla mojej mamy na pewno się przyda.


Lakier do paznokci nr 182 - 15,90 zł

Lakier ma cudowny kolor, zdjęcie nie oddaje go w pełni, ale jest przepiękny. Mam nadzieję, że jakościowo okaże się równie dobry.


Mimo, że możemy nie trafić w 100% na dopasowane do nas produkty, bo są wysyłane losowo, ale nawet jeżeli 3 z 5 będą nam pasowały to cenowo się opłaca, resztę możemy odsprzedać albo wymienić. ;)

W sumie za poszczególne produkty wychodzi 100,60 zł, w w boxie mamy je za 39 zł w tym wliczona przesyłka kurierska, myślę, że się opłaca. ;)




Co myślicie o takim boxie?

wtorek, 17 września 2013

La Rosa lakier do paznokci nr 104 + Blink Blink

Hej ;)

Dawno nie było o lakierach, także dzisiaj będzie prezentacja całkiem ładnego fioletu od Futurosy.
Fioletowy kolor urozmaiciłam lakierem Wibo Blink Blink nr 7.


Lakiery La Rosa to piękne, niezwykle energetyczne kolory. Paleta została tak skomponowana, by każda kobieta znalazła tu coś dla siebie. Odpowiednia konsystencja i dobrze wyprofilowany pędzelek sprawiają, że aplikacja jest łatwa i szybka. Całkowite krycie i czysty, nasycony odcień bez smug uzyskuje się przy drugiej warstwie. Lakier utrzymuje się na paznokciu 4-5 dni, nie odpryskuje, tylko delikatnie się ściera. Innymi słowy paleta La Rosa ma wszystko to, co w stylizacji lakierem ważne - ciekawe kolory, właściwe krycie, łatwość aplikacji i trwałość.




Pojemność: 10 ml
Cena: 15,70 zł
Dostępność: klik



Lakier La Rosa trochę mnie zaskoczył, bo jest intensywniejszy na paznokciach niż w opakowaniu, ale mimo wszystko bardzo ładny. Krycie jest zaskakująco dobre, bo kryje już po jednej warstwie, druga tylko potęguje efekt kolorystyczny. Trwałość sprawdzałam z użyciem Seche Vite oraz bez. Przy pomocy wysuszacza wiadomo wysechł ekspresowo i trzymał się na paznokciach ponad tydzień (!) bez żadnego uszczerbku. Za drugim razem nie używałam SV, lakier zostawiłam do wyschnięcia i faktycznie wysechł całkiem szybko, ale trwałość już była trochę krótsza, bo po 5 dniach zaczęły ścierać się końcówki (zdjęcia były robione właśnie po 5 dniach od nałożenia). 
Na palec serdeczny i kciuk nałożyłam lakier z Wibo Blink Blink, lakier ma również całkiem niezłą trwałość, nie odstaje od paznokcia i ładnie połyskuje w słońcu. Nałożony sam nie sprawdza się, ale jako top na jednolity lakier jak najbardziej.

Jak Wam się podoba takie połączenie?

niedziela, 15 września 2013

Fitomed, krem nawilżający tradycyjny

Hej ;)

Krem niedługo dobije dna więc pora na recenzję, krem idealnie wpasował się w czas, bo używam go teraz kiedy moja przesuszona skóra potrzebuje regeneracji po lecie. Kosmetyki Fitomed są produktami, których nie odkryłabym gdyby nie blogi, ba pewnie nawet nie wiedziałabym o ich istnieniu. Krem u mnie sprawdził się rewelacyjnie, ja jestem posiadaczką cery mieszanej z tłustą strefą T, nie wiem jak sprawdziłby się w przypadku innych niż moja cer.


W kremie zastosowano naturalne składniki o działaniu nawilżającym. Cząsteczki soli wapnia, magnezu, sodu (mleczan, PCA, hialuronian) pokonują barierę naskórkową i kumulują wokół siebie wodę pochodzącą z głębszych warstw skóry. Naskórek robi się bardziej nawilżony i napięty. Dodatek olejku rokitnikowego lekko natłuszcza i działa łagodząco. Woda z kwiatu pomarańczy od wieków stosowana jest w nawilżaniu cery tłustej i mieszanej.

Pojemność: 50 g
Cena: 12 zł
Dostępność: klik, sklepy zielarskie


Opakowanie: typowe dla kremów do twarzy, jednak ja preferuje opakowania typu air less, wygodniejsze w użytkowaniu, a poza tym nie dostają się tam bakterie.


Skład: jak widzicie na powyższym zdjęciu skład kremu jest bardzo dobry, zawiera sporo składników aktywnych i nawilżaczy. Moim zdaniem to jeden z niewielu tak dobrych składowo kremów; moja skóra nie toleruje parafiny w kremach do twarzy (przy czym nie demonizuje tego składnika - ale zawarta w kremie do twarzy zapycha mnie), a niestety większość kremów ją zawiera i to często na drugim miejscu.


Konsystencja: krem jest dość gęsty, posiada typowo maślaną konsystencję, ale aplikuje się bez problemu.


Zapach: pierwszy raz nie jestem w stanie określić zapachu kosmetyku, krem nie pachnie ani ładnie ani brzydko, tak trochę nijako, trochę dziwnie, wybaczcie, ale nie jestem w stanie jednoznacznie określić. ;)

Działanie: na efekty musiałam trochę poczekać, ale przynajmniej są na długi czas, a nie na chwilę. Skóra jest przyjemnie ukojona i nawilżona, w końcu nawilżona. W okresie letnim mam problem z utrzymaniem nawilżenia skóry, suche skórki odstają, a skóra jest nieprzyjemnie ściągnięta, teraz nareszcie wszystko wróciło do normy. Uważam, że krem jest idealny na wiosnę i jesień, na lato będzie za ciężki, a na zimę nie używam kremów nawilżających z wiadomego powodu. Krem nie zapycha skóry, wchłania się dość szybko, ale powoduje, że skóra się świeci, ale to wyraźnie zaznacza producent, że jest natłuszczający. 
Moim zdaniem krem nadaje się tylko na noc, na dzień jest za ciężki i nie chce współpracować z makijażem.
Krem na pewno będzie mi zawsze towarzyszył w okresie jesiennym, mam nadzieję, że znajdę go gdzieś w zielarni, bo dostępność to chyba jedyny jego minus.

Znacie firmę Fitomed?
Polecacie coś?

piątek, 13 września 2013

Niekosmetycznie, ale praktycznie :)

Hej ;)

Dzisiaj będzie niekosmetyczne, ale uznałam, że może post może być dla kogoś przydatny. :)
Niedawno w mojej rodzinie urodziło się dziecko, a jak wiadomo później wpada się w odwiedki do maluszka. Największym dla mnie problemem było co kupić.
 Dziewczynka ma niewiele starszą siostrę więc z rzeczy praktycznych wszystko ma, po rozeznaniu się w sytuacji doszłyśmy z mamą maleństwa, że pieluszki idą hurtowo i zawsze się przydadzą.
W porządku, ale jakoś nie pasowało mi iść z samym opakowaniem pieluszek, a z doświadczenia wiem, że dziecko dostaje tyle zabawek, że nie ma tego później gdzie składować. 
Kiedyś, gdzieś mignął mi tort z pieluszek, ale zawsze wydawał mi się nie na moje możliwości. Postawiłam wszystko na jedną kartę i zaczęłam robić owy tort. Żałuję, że nie zaczęłam wcześniej robić zdjęć, ale dopiero później przyszedł mi taki pomysł do głowy, a nie chciałam już rozwalać swojej misternej konstrukcji.

conaprezent.blox.pl

Do zrobienia tortu z pieluszek potrzebujemy:

Przyda się jakiś kawałek kartonu, z którego wytniemy koło jako podstawę, ja postawiłam na prostokąt, bo jakoś bardziej mi pasowało. Jako stelaż posłuży nam rolka od ręcznika papierowego. Na górze wsadziłam balsam do ciała dla dzieci, żeby nie wystawała rolka, poza tym musiałam go gdzieś umieścić, żeby nie wypadł, opcjonalnie możemy włożyć butelkę, zwinąć śpioszki czy cokolwiek innego.



Umieszczamy rolkę na środku wyciętego kartonu i przytwierdzamy ją do niego, ja użyłam dwustronnej taśmy klejącej (ale nie może to być klej - pieluszki mają nadawać się do użytku). Rolujemy pieluszki i związujemy albo recepturkami albo wstążką, następnie układamy pieluszki wokół rolki i dokładamy kolejny rząd. Mi w sumie wyszły 3 rzędy na dole.


Analogicznie układamy piramidkę, zależnie od tego ile chcemy uzyskać poziomów, mi wystaczyły 3. Przy ostatnim wychodzi tylko jeden rządek i u mnie było potrzebnych 7 pieluszek, ale wszystko zależy od tego jak ciasno zwiążecie pampersy. Ja nie chciałam ich mocno rolować, żeby potem nie straciły za bardzo kształtu, w końcu mają się jeszcze przydać.


Później wypadałoby zakryć wystające wstążeczki, którymi związałyśmy pieluszki. Ja użyłam do tego pachnącego papieru do szafy. ;) Na koniec zostaje przyozdobienie naszego tortu, ja postawiłam na minimalizm, nie lubię jak jest wszystkiego dużo, wolę mniej a konkretniej. 
Na przodzie tortu doczepiłam pampresa przyozdobionego wstążkową kokardką. 






Sposobów na wykonanie takiego pieluszkowego tortu jest wiele, jedyne co Was ogranicza to wyobraźnia. 
Ja nie mam zmysłu artystycznego czy jakichkolwiek umiejętności co do wykonywania różnych rzeczy więc jeżeli mi wyszło to wyjdzie każdemu. ;)
Nie jest to jakaś super profesjonalna robota więc nie bądźcie za bardzo krytyczne. ;)

Co myślicie o takim pieluszkowym torcie?