czwartek, 27 marca 2014

Sposób na obserwację bloga

Kochani dzisiaj wpis na szybko, wszyscy już pewnie zauważyli, że od dłużego czasu nie działa gadżet 'Obserwatorzy', próbowałam wielu sposobów, które się nie sprawdziły, jednak kiedy już zrezygnowałam trafiłam na facebooku na posty z  instrukcją, jak umożliwić obserwację na swoim blogu.
Podaję Wam link do postu Aferkowa Małego, które opisuje jak poradzić sobie z problemem. 

Post Aferkowa: KLIK


http://aferkowo-male.blogspot.com/


Po zainstalowaniu wygląda to tak: 



Zainstalujcie gadżety na swoich blogach to ułatwi innym obserwację. ;)



środa, 26 marca 2014

Coś nowego ;))

Uwielbiam oglądać na blogach nowości, dlatego sama je pokazuje, może kogoś coś zainteresuje. ;) Także zapraszam na przegląd nowości. ;)

Pierwsze cuda to zamówienie ze strony Colorowo, żałowałam ze przegapiłam grudniową promocję, ale nie ma tego złego, bo skorzystałam z oferty - 40% na Dzień Kobiet. ;) Nie mogłam darować sobie zniżki więc do koszyka poleciało od razu 10 lakierów. ;) Dziwnie jakoś te kolory wyszły, szczególnie dolny rząd, na żywo są kompletnie inne, ale może uda mi się pokazać ich prawdziwy odcień na paznokciach. Szczególnie podobają mi się nazwy lakierów, są niebanalne.


Od lewej: ja pierniczę, diskorelaks, figa z makiem, jeżyce, pyrka i światło proszę



Od lewej: sinner lady, kamlot, pa złotko, o w bombkę


Kolejna to paczka od Tulsi. Jestem już w trakcie testowania kosmetyków i mogę powiedzieć, że zapowiadają się całkiem nieźle, za jakiś czas spodziewajcie się recenzji. ;)

W paczce było:
SIDHA Szampon indyjski hibiskus
SIDHA Szampon indyjski ziołowy
Ayush Ajurwedyjski olejek Amla do ciała i włosów
Ayush Ajurwedyjska maseczka do twarzy przeciwko bliznom i przebarwieniom
SIDHA indyjskie, lecznicze mydło ziołowe

A żeby nie było to dla Was również coś mam, z tym, że na facebooku, możecie zgarnąć mydełko i olejek. ;)

Olejek i mydełko do wygrania tutaj: KLIK


Otrzymałam również lawendowy peeling do ciała Farmona, uroczo zapakowany i ładnie wyglądający, zobaczymy jak się sprawdzi. ;)


Małe zamówienie z Oriflame:
Elcat woda perfumowana
Wonderful krem do ciała
Neo Chic pomadka do ust
HyperStretch serum stymulujące wzrost rzęs




Przesyłka od Cztery Pory Roku, uroczo zapakowana plus w prezencie bransoletka. ;) Czego chcieć wiecej? ;) A w środku znalazły się dwa zmywacze, żel do skórek i odżywka. 





Coś Was zaciekawiło? ;)

niedziela, 23 marca 2014

mythos, BIO fluid nawilżający do twarzy

O Greckich kosmetykach mythos, jest dosć głośno na blogach, natura zawsze podpowiada mi, że muszę przetestować na sobie zanim popadnę w zachwyt. Nie raz się przekonałam, że lakier, który wydaje się cudowny na czyichś paznokciach u mnie prezentuje się zupełnie inaczej i traci swój urok. Jednak dzisiaj nie o lakierach, a o moim ostatnim odkryciu kremowym. ;))



Oliwkowy fluid nawilżający do twarzy BIO z soczewicą (do skóry tłustej i mieszanej) to połączenie wyciągów z oliwek oraz następujących składników BIO (pochodzących z licencjonowanych organicznych upraw): mirt, jojoba, owoc granatu, słonecznik, masło shea i gliceryna. Zapewnia skuteczne nawilżenie skóry aż przez 24 godziny, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem się, odżywia, tonizuje i uelastycznia. Reguluje wydzielanie sebum oraz widocznie redukuje pory. Lekka konsystencja, idealnie i szybko się wchłania.


Aplikacja i wchłanianie:




Pojemność:
Cena: 53 zł (teraz promocja 46 zł)
Dostępność: KLIK


Zacznę od tego, że nie lubię ciężkich i tłustych kremów, bo mam wrażenie, że po nich świecę się jeszcze bardziej. Każda cera ma jakieś plusy i minusy, jednak świecenie się strefy T w przypadku mojej mieszanej cery doprowadza mnie do szału. Nie znalazłam jeszcze kremu idealnego do zniwelowania świecenia się i chyba będę musiała nakładać dwa różne kremy, bo na razie nie widzę innego wyjścia.

Ciekawą sprawą jest nazwa kremu, która sugeruje fluid, gdzie od razu wyobraziłam sobie ciężki i problematyczny w rozprowadzaniu krem, jednak moim oczom ukazała się lekka i szybko wchłaniająca się konsystencja kremu, który w dodatku wchłania się prawie do matu. Już w czasie aplikacji czuć satynową powłoczkę, a po chwili skóra jest gładka i ukojona. 

Skład kremu jest jak najbardziej na plus, przede wszystkim nie zawiera zapychającej mnie parafiny, a w składzie możemy znaleźć olejki, ekstrakty i masło shea.

Jeżeli chodzi o działanie to tak jak widzicie na zdjęciu powyżej, krem szybko i dobrze się wchłania, a więc nadaje się pod makijaż, zauważyłam również, że po chwili widoczny jest lekki mat na twarzy, jednak po aplikacji podkładu po paru godzinach cera i tak się świeci i muszę ją zmatowić pudrem, ale jak dla mnie to nic nowego. 

Do zapachu fluidu bardzo ciężko było mi się przyzwyczaić, kojarzy mi się z zapachem w gabinecie dentystycznym czy ogólnie szpitalnym, w pewnym stopniu pachnie też lekko ziołowo, jednym słowem jest mało przyjemny dla wrażliwego nosa.

Podsumowując, jest to jeden z najlepszych kremów do cery mieszanej jakie miałam okazję używać do tej pory, działanie jest w stanie zrekompensować nawet mało przyjemny zapach.

Znacie kosmetyki mythos?
Znalazłyście może jakieś perełki?

sobota, 22 marca 2014

TECHNICZNIE: Jak wstawić zakaz kopiowania treści na blog?

Po ostatniej aferze z kopiowaniem treści z blogów, zaczęłam się zastanawiać czy ktoś przypadkiem nie 'pożycza' sobie i moich treści z bloga. To, że ja bym na to nie wpadła nie znaczy, że ktoś inny nie jest w stanie bezczelnie za pomocą dwóch kliknięć zawłaszczyć sobie cudzą własność.
Blogerka Karminowe usta opublikowała wczoraj bardzo pomocny wpis o tym jak radzić sobie w przypadku kradzieży naszej własności intelektualnej: (KLIK)

Jednak warto zabezepieczyć się za wczasu, jestem świadoma, że każdy sposób da się jakoś obejść, ale uważam, że jakiekolwiek utrudnienia w kopiowaniu są w pewnym stopniu powstrzymać złodzieja. Wiadomo, że znak wodny umieszczony tak, aby nie dało się go uciąć, dużo daje, jednak nie każdy go stosuje. Jest też drugi sposób, który chcę dzisiaj pokazać, może większość z Was go zna, ale część pewnie nie, dlatego zapraszam na małą instrukcję. ;)

Wchodzimy na stronę: KLIK i pokazuje nam się: 

Pod nr 1 wspisujemy tekst, który chcemy, żeby się nam pokazywał.
Nr 2 to kod, który musimy skopiować i wstawić na swój blog.

Jeżeli mamy już skopiowany kod, wchodzimy na blog i w prawym górnym rogu wybieramy opcję Projekt:


Po czym na lewym pasku bocznym, wchodzimy w Układ:


Wybieramy opcję HTML/JavaScript:




Wklejamy wcześniej skopiowany kod:



Zapisujemy:




I gotowe ;)

Tak jak już pisałam wcześniej nie jest to ochrona przed kopiowaniem w 100%, jednak wydaje mi się, że w pewnym stopniu odstrasza, a przynajmniej złodziej musi się więcej namęczyć i jest szansa, że zrezygnuje. Szanujmy swoją pracę i pracę innych. przecież nie każdy musi prowadzić bloga, a już na pewno nie osoba, która nie potrafi napisać chociaż paru WŁASNYCH przemyśleń.


Czy tego typu posty są dla Was pomocne?

czwartek, 20 marca 2014

Yankee Candle w odcieniach czerwieni

Dzisiaj mam dla Was kolejną porcję zapachów Yankee Candle, co prawda zima powoli mija, ale zapachy, które dzisiaj przedstawię idealnie wspasowują sie w chłodne jeszcze wieczory. ;)




Połączenie słodkiej wanilii z aromatem soczystych wiśni.

Jeżeli ktoś z Was lubi wiśnie na pewno będzie zachwycony, dodatkowo wysuwa się tutaj zapach wanilii, delikatny nienachalny, razem tworzą naprawdę ładny i niepowtarzalny zapach. Momentami przypomina mi słodkie ciasto z wiśniami.



Porywający aromat czerwonych jagód zanurzonych w słodkim ponczu.

W tym zapachu dominuje kwaśna nuta, przez którą próbuje przebić się lekka słodycz. Typowych jagód tutaj nie wyczuwam, ale znowu czuję wiśnię, lekko kwaśną, ale ciągle intrygującą. 



Aromat świeżo zerwanych, zroszonych deszczem leśnych jagód.

Lubicie agrest? Ja bardzo. ;) Kwaśny agrest w tym przypadku zdominował cały zapach wosku, jednak przebija się tu słodki zapach cukierków owocowych, cała kompozycja nie jest zła, ale jest w niej coś cierpkiego co psuje ogólny zapach.



Zapach świeżo zebranej żurawiny połączony z aromatem soczystej pomarańczy.

Nie sądziłam, że ten zapach mnie zachwyci, a jednak! ;) Żurawinę w woskach uwielbiam, a połącznie jej z pomarańczą to już w ogóle bajka. Słodko - kwaśny aromat, który rozchodzi się po pokoju i utrzymuje całkiem długo. Gościom również przypadł do gustu, bo pytali co tak ładnie pachnie.



Doskonale intensywne i aromatyczne jabłkowe potpourri z wyraźnym akcentem korzennych przypraw.

Zapach zdecydowanie na zimę, jest ciężki i przytłaczajacy, główne nuty jakie wyczuwam to przyprawy, goździki i suszone owoce. Ja nie jestem amatorką takich zapachów, dlatego musiałam szybko go zgasić, podpasuje on jedynie amatorom takich zapachów, u mnie nie przejdzie nawet zimą. 




Woski dostaniecie w Mydlarni Chocobath

Lubicie może, któryś z nich? ;)

środa, 19 marca 2014

Spotkanie blogerek "Przy jajeczku"

Kochane, razem z Panią Domu postanowiłyśmy zorganizować kolejne spotkanie blogerek (Podlasianki zdecydowanie za rzadko się spotykają), zapraszamy wszystkich chętnych na poświąteczne spotkanie! ;)



Zgłoszenia można wysyłać od teraz do 03.04.2014 na adres: spotkanie.przy.jajeczku@o2.pl


tytuł wiadomości: ZGŁOSZENIE NA SPOTKANIE
treść: IMIĘ I NAZWISKO, NICK POD KTÓRYM DZIAŁACIE W BLOGOSFERZE + ADRES BLOGA


Zgłoszenia zbieramy do 3 kwietnia, a 4 zostanie ogłoszona lista osób, które się dostały oraz lista rezerwowa. Nauczone doświadczeniem musimy się zabezpieczyć, jednak proszę Was bardzo o przemyślane zgłoszenia, jesteśmy osobami dorosłymi i traktujmy siebie i swój czas z szacunkiem.


Zapraszamy nie tylko Podlasianki, ale wszystkie blogerki, które chcą miło spędzić czas w gronie innych blogerek. ;)

SESA - moja śmierdząca miłość ;)

Dzisiaj będzie o produkcie, który zna chyba każdy, a jeżeli ktoś jeszcze nie zna to niech szybko nadrabia, bo jest co. ;) Zapraszam na recenzję olejku SESA, który zostanie już w mojej pielęgnacji chyba na zawsze, ciekawe czy jako wesoła staruszka będzie jeszcze siedziała z olejkami na włosach. ;))

SESA pielęgnacyjny olejek do włosów


Ajurwedyjski środek powstrzymujący wypadanie włosów. Stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów. Eliminuje łupież. Olejek jest bogaty w witaminy C i E. Jest to środek powstrzymujący wypadanie włosów, stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów, eliminuje łupież. Regularne używanie oleju powoduje że włosy stają się lśniące i zdrowe a cebulki doskonale odżywione. Produkt nie testowany na zwierzętach.


Skład: Bhrungraj, Brahmi, Chameli Pan, Chanothi, Dhaturo, Elaychi, Gali pan, Indravama, Jatamansi, Karanj Beej, Neem Beej, Mahendi Pan, Mandur, Rasvanthi, Akkal kara, Vaj, Yashti Madhu, Milk, Wheat Germ Oil, Lemon Oil, Nilibhrungandi Oil, Til Oil


Pojemność: 90 ml/ 180 ml
Cena: 25 zł/ 45 zł
Dostępność: sklepy internetowe, zielarskie


Efekty po Sesie:


Komentarz do zdjęcia uważam za zbędny, chyba każdy widzi, że włosy błyszczą jak psu jajka, a zdjęcie jest robione bez flesza w świetle dziennym. Na dobrą sprawę zdjęcia załatwiłoby całą recenzję, ale nie będę taka. ;))

Czy miłość może śmierdzieć? W przypadku Sesy to chyba jedyne trafne określenie, jednak są zapachy, do których po części można się przyzwyczaić, ja stosuję olejek już od kilku dobrych miesięcy i nadal mam problem przy aplikacji z zapachem, jednak dla efektów w tym wypadku wytrzymuję. ;) Zapach jest ziołowo - kadzidlany, duszący i nachalny, czuć go jeszcze po myciu na włosach, jednak jest już dość słabo wyczuwalny. 
Na minus na pewno jest cena olejku, jest on jednym z droższych olei, a przy tym jest niewydajny. Jest dość wodnisty, dlatego musimy uważać przy aplikacji, bo otwór również jest mało poręczny, zostało mi już tylko trochę na dnie i mam problemy z wydobyciem go z opakowania. 
Jeżeli chodzi o stosowanie to jak zazwyczaj nakładam oleje na noc i rano zmywam, tak też było w przypadku Sesy. I tu się zaczyna cała zabawa, po umyciu włosy są gładkie, miękkie i błyszczące(!). W dodatku przy regularnym stosowaniu pojawia się cała masa nowych włosków, które przyjemnie kłują pod palcami. 
Wiecie co, mimo tylu minusów Sesa zostaje w czołówce moim ulubionych olei do włosów. ;)


Jest ktoś kto nie zna Sesy? ;))