czwartek, 29 maja 2014

ALOIVE naturalny ujędrniający krem pod oczy

Hej ;)
Kremy pod oczy są od jakiegoś czasu na stałe w mojej pielęgnacji okolic oczu, niedawno pisałam Wam o średniaczku pod oczy, a dzisiaj mam do przestawienia kolejny krem. Czy spisał się dobrze czy jednak jestem zmuszona szukać dalej? ;)





Wiele z dostępnych kremów do pielęgnacji okolic oczu działa tylko doraźnie- tworząc nieprzepuszczalną warstwę parafiny, oleju mineralnego- nie mającą działania aktywnego i działającą na zasadzie "plastra".
Okolice oczu to bardzo wrażliwy i delikatny obszar. Cieniutka jak pergamin skóra szybko odpłaca nam za niewłaściwą i niewystarczającą pielęgnację. 
Nawilżona i uelastyczniona skóra promienieje i sprawia wrażenie wypoczętej i wygładzonej. Kwas hialuronowy nawadnia suche okolice i zdecydowanie je wygładza. Nawilżona skóra wolniej się starzeje.
Krem w swoim składzie zawiera szereg naturalnych olejków i ekstraktów: olej sojowy, masło shea, oliwę z oliwek, sok z aloesu, olej migdałowy, olej arganowy i inne.
Ekstrakt ze świetlika lekarskiego rozświetli i rozjaśni zmęczone okolice oczu.








Pojemność: 15 ml
Cena: 29 zł
Dostępność: KLIK

Dla ciekawych skład:

[źródło] www.cytrynowa.pl

Krem ten otrzymałam w Cytrynowej Torebce od drogerii Cytrynowa, właścicielka sklepu Patrycja, idealnie trafiła w moje oczekiwania i już teraz mogę Wam powiedzieć, że okazał się całkiem przyzwoitym kremem. W końcu otrzymałam nawilżenie, którego oczekiwałam, co więcej uczucie miękkiej i nawilżonej skóry trwa do rana. Jeżeli chodzi o sińce czy worki pod oczami to w tej kwestii nie mogę go ocenić, bo nie mam takich problemów, jednak wydaje mi się, że niweluje w pewnym stopniu cienie pod oczami, nie mam wielkich ciemnych cieni, a jedynie lekkie, ale rano wydają się mniejsze.

Jeżeli chodzi o skład kremu to wydawał mi się piękny, do czasu kiedy nie zobaczyłam alkoholu na samym początku składu, nie wiem w jakim celu on się tam znalazł, jednak uważam, że stanowczo obyłoby się bez niego. Dziewczyny znające się dobrze na składach, czekam na informacje w komentarzach czy taki alkohol może zaszkodzić na okolice oczu.

Krem ma lekką konsystencję i całkiem szybko się wchłania, wydaje mi się, że jest też wydajny, bo na razie ubyło go bardzo mało, a używam go już jakiś czas. 


Podsumowując, z działania kremu jestem bardzo zadowolona, jednak niepokoi mnie ten alkohol w składzie czy na dłuższą metę nie zrobi więcej szkody niż pożytku.


Co sądzicie o tym kremie? 
Macie swoich ulubieńców pod oczy?

wtorek, 27 maja 2014

LOVE 2MIX ORGANIC organiczna maska na porost włosów 'pomarańcza i papryczka chili'

Hej ;)
Wychodzę z założenia, że masek do włosów nigdy dość, tym bardziej masek, które mają za zadanie zdziałać cuda. ;) Czy rosyjska maska okazała się hitem czy niewypałem, o tym niżej. ;)




Maska momentalnie regeneruje zewnętrzną warstwę włosów, sprawia że są miękkie i łatwo się układają. Pięknie nawilża porowatą strukturę włosów.







Pojemność: 200 ml
Cena: 26,99 zł
Dostępność: KLIK

Skład: Aqua with infusions of Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract Organic Capsicum FrutescensFruit Extract Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Cetyl Ether, Bis (C13-15 Alkoxy) PG-Amodimethicone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Olea Europaea Fruit Oil Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, Lycopene


Maskę otrzymałam do testów na facebook'u Natura Shop, już od dawna chciałam ją wypróbować, odbiegając od tematu kusi mnie jeszcze złota ajurwedyjska maska, ale to może kiedyś. ;) 

Jeszcze zanim zaczęłam używać maski liczyłam na przepiękny zapach, niestety się zawiodłam, bo maska ma ostry i przytłaczający zapach, w dodatku nie mogę w nim wyczuć pomarańczy. Zapach stanowczo na minus.
Maskę nakładałam zarówno na godzinę jak i na całą noc, w moim odczuciu nie przyśpieszyła porostu włosów ani nie zatrzymała wypadania, na co najbardziej liczyłam. 

Jeżeli chodzi o skład, to jest bardzo ładny, składniki wymienione w nazwie są najwyżej w składzie, jednak wiecie co jest najlepsze, mam też szampon z tej samej serii i zawiera on więcej ekstraktów niż maska, coś niespotykanego. 

Ładny skład to jedno, a działanie to drugie, maska nie zdziałała u mnie cudów, nawet nie spełniła swojej roli, w sumie na plus może być tylko skład i ładne opakowanie, ale po co to komu jak efektów nie uświadczymy, w dodatku maska wcale nie jest tania. Zawiodłam się na tej masce i jestem zdania, że szampon z tej serii jest o wiele lepszy niż maska. 


Znacie tą maskę? Sprawdziła się u Was?


poniedziałek, 26 maja 2014

Holo od Allepaznokcie ;)

Hej ;)
Latem na moich paznokciach gości dużo więcej odcieni lakierów niż zimą, dlatego zapraszam na kolejnego holograficznego cudaka. ;)















Pojemność:
Cena: 14,90 zł
Dostępność: KLIK

W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że jest bardzo podobny do Sinner Lady od CA. Jednak to tylko złudzenie, SL jest bardziej subtelny, w przypadku holo od Allepaznokcie jest istna eksplozja, lakier mieni się jak szalony. Powtórze się pewnie po raz kolejny, że nie lubię srebra na paznokciach, ale tutaj jestem w stanie przeboleć srebro na rzecz efektu w słońcu, który przyznacie, jest świetny.

Z kwestii technicznych, na moich paznokciach wytrzymał bez topu 4 dni bez żadnego uszczerbku, później zaczęły się ścierać końcówki, a na kolejny dzień schodziły już płaty lakieru. Z topem myślę, że wytrzymałby trochę dłużej.

Na zimę na pewno będzie u mnie leżał bezużyteczny, ale latem nie mogę oderwać od niego oczu. ;)


Podoba się Wam? ;)

czwartek, 22 maja 2014

FARMONA Magic SPA peeling cukrowy do ciała

Hej ;)

W końcu przyszło ciepło, dla takiego ciepłoluba jak ja to idealna temperatura, mogę narzekać, że jest duszno, ale w końcu nie muszę kwitnąć pod kocem! ;) Dzisiaj mam dla Was recenzję peelingu Farmony, jeżeli chodzi o peelingi do ciała to mam nie małe wymagania, ciekawi jak się spisał ten? ;)

FARMONA Magic SPA peeling cukrowy do ciała





Peeling cukrowy do ciała z naturalnym olejkiem z lawendy. Kryształki cukru intensywnie złuszczają martwy naskórek oraz idealnie wygładzają ciało. Skóra staje się niezwykle gładka, jedwabiście miękka i nawilżona. Unikalna kompozycja zapachu lawendy z regionu Prowansji otuli nas przyjemnym zapachem, pozwoli odzyskać spokój i wewnętrzną równowagę.






Pojemność: 200 g
Cena:
Dostępność: KLIK


Jestem wzrokowcem i od razu zauroczyło mnie opakowanie peelingu, jak widzicie to ślicznie przyozdobiony słoiczek, który aż zachęca to używania peelingu. Słoiczek zabepieczony sreberkiem więc mamy pewność, że nikt swoich nieproszonych palców do środka nie pchał i spokojnie możemy kupić produkt, bez niespodzianki w domu w postaci wydrążonej ścieżki przez czyjś palec.

Producent poleca użycie peelingu na wilgotne ciało, ja wręcz przeciwnie polecam używanie go tylko na suche ciało, przy kontakcie z wodą peeling topi się i nie ma mowy o złuszczaniu naskórka. Przy ścieraniu na sucho radzi sobie całkiem nieźle, jest raczej średnim zdzierakiem, 

Kolor peelingu idealnie trafia w mój gust kolorystyczny, gorzej jest z zapachem, bo średnio przepadam za lawendą, jednak ta jest subtelniejsza i da się ją znieść, jednak masła o takim zapachu już bym nie przetrawiła. 

Peeling zostawia na ciele lekko tłustą warstwę, jednak nie jest to film, który lubię (olejowy), a parafinowy, którą zawdzięcza parafinie na pierwszym miejscu w składzie

Podsumowując, peeling może wielu osobom przypaść do gustu, jednak moim ulubieńcem nie został, uważam, że za taką cenę możemy dostać coś lepszego niż parafinowy peeling. 

środa, 21 maja 2014

Zapachowo z Yankee Candle ;)

Jakiś czas temu mogliście poczytać o letnich nowościach Yankee Candle, a dzisiaj zapraszam Was na przegląd wosków, które wybrałam 'na ślepo'. Który okazał się ulubieńcem, a którego już więcej nie kupię? Zapraszam na post ;)



Subtelny zapach białych, rozkwitających gardenii, muśniętych promykami słońca.

Uwielbiam zapach białych kwiatów więc miałam nadzieję, że ten wosk przypadnie mi do gustu i tak się stało. Zapach jest cudowny, delikatny i miękki, lekko otulający, bardzo świeży i uważam, że ma szansę sposobać się wielu osobom. 




Zapach świeżo ściętych róż z ogrodu


Generalnie nie przepadam za zapachem róż w kosmetykach, dlatego nie kojarzył mi się on dobrze, ale zaintrygowały mnie słowa 'świeżo ściętych' i trafiłam w sedno. Zapach nie ma nic wspólnego ze słodkimi i mdłymi różami, faktycznie są to świeżo ścięte róże, ale z dodatkiem zielonej trawy, wszystko tworzy bardzo fajną kompozycję zapachową. Działa niezwykle relakcująco, przy czym jest świeży i nie duszący. Polecam każdemu. ;)



Słodkie, dojrzałe truskawki pokryte delikatną, puszystą bitą śmietaną.

Pokładałam duże nadzieje w tym zapachu, ale zawiodłam się na całej linii. Wydaje mi się, że trochę się przeliczyłam ze swoimi oczekiwaniami, ale nie sądziłam, że zapach będzie aż tak słodki i duszący. Mnie osobiście bolą od niego zęby z tej słodyczy i jestem na nie.





Smakowite wspomnienie kremowych, przygotowywanych w domu lodów truskawkowych. Idealny na gorące dni... jedna gałka czy dwie?


Summer Scoop to strzał w 10, podoba się zarówno mi jak i dla mojego męża, jest dość słodki, ale nie męczący, nie ma w nim typowej słodyczy, jest lekko owocowy, wydaje mi się, że wyczuwam również subtelną nutę wanilii. Całość jest tak ciekawie skomponowana, że mam ochotę zrobić jego zapas. 




Egzotyczny owoc passiflory połączony z melonem i mandarynką.

Bardzo lubię owocowe zapachy, a już jak widzę w opisie mandarynkę to nie ma mocnych, żeby mi się nie spodobał. Jednak tutaj mimo, że mandarynka nie wysuwa się na prowadzenie, wosk zdecydowanie ma szansę stać się moim ulubieńcem. Poza tym, że jest owocowy, jest też lekki, świeży i egzotyczny. 


Woski możecie dostać w Mydlarni ChocoBatch: KLIK


Znalazłyście wśród nich zapach, który by Wam się spodobał? ;)


wtorek, 20 maja 2014

AVON make up setting spray - utrwalający spray do makijażu

Hej ;)
Mówią, że nadzieja matką głupich, pewnie nie bez powodu, a dlaczego o tym piszę? Dzisiejszy post będzie o gagatku, który zburzył moją nadzieję na to, że coś z tego będzie. Firmy podążają jedna za drugą jeżeli chodzi o wypuszczanie nowości, jedna z lepszym skutkiem, inna z gorszym, w której grupie znalazł się Avon ze swoim sprayem? O tym niżej. ;)

AVON make up setting spray - spray utrwalający makijaż


Utrwalający spray do makijażu. Ultralekka mgiełka utrwalająca makijaż na cały dzień. Tworzy niewidoczną, nieklejącą warstwę. Szybko wysycha, lecz dzięki zawartości witamin A, C i E nie wysusza skóry. Wystarczy zamknąć oczy, kilkakrotnie spryskać mgiełką twarz, by nienaganny makijaż pozostał na twarzy przez cały dzień. 





Pojemność: 125 ml
Cena: ok. 17 zł
Dostępność: konsultantki Avon


Spray mam już od dłuższego czasu, użyłam go z 5-6 razy i mogę cokolwiek o nim powiedzieć, zapewne używałabym go dłużej, ale ostatnie 2 razy przeważyły o mojej opinii. Wcześniej miałam jeszcze fixer z Hean, ale nie pasowała mi forma aplikacji, fixer wyglądał i działał jak lakier do włosów, nie była to mgiełka, ale właśnie chmura lakiero-alkoholu w powietrzu, która mnie zatykała na chwilę ... ale nie o tym.
Avonowski spray jest w formie mgiełki, co jak najbardziej mi odpowiada, bo nie mam wrażenia, że fala uderzeniowa właśnie otarła się o moją twarz, a jest to fajne uczucie ochłodzonej twarzy.

Mgiełka mgiełką, ale alhokol jest widoczny nie tylko w składzie, ale również w zapachu i na twarzy. Po kilku minutach fajnie orzeźwionej twarzy przychodzi moment, kiedy mam wrażenie, że coś skleiło mi skórę na twarzy. Autentycznie efekt jest średnio fajny, bo kilka minut musi minąć, żeby skóra mogła się 'rozruszać' i żeby mnie nic nie ściągało.

Przechodząc do części właściwej czyli utrwalenia makijażu, nie jest dobrze. Spray przedłuża trwałość mojego makijażu o jakieś 2 godziny więcej niż bez użycia utrwalacza więc słabo. Producent pisze o 4-5 psiknięciach na twarz- a ja mówię - BZDURA! Jeżeli użyjemy go w ten sposób, nie jesteśmy w stanie pokryć równomiernie twarzy, a dodatkowo zrobią nam się 'placki'. Próbowałam więc pokryć nim równomiernie twarz, ale to również odpada, bo wtedy nie sposób się uśmiechnąć przez sklejenie twarzy.

Pierwsze użycia utrwalacza były nie najgorsze, co prawda utrwalenie było niewielkie i nie ma długo, ale to co działo się później przeważyło o tym, że leci do kosza i nikomu go nie polecę. Zacznę od tego, że mam cerę mieszaną, która dość ciężko przesuszyć, a tu stała się niespodzianka, bo tak przesuszonej twarzy jeszcze nie miałam. Spray zważył mi podkład konkretnie (odległość w czasie psikania została zachowana), a dotknięcie nosa po godzinie od użycia sprayu spowodowała całkowite ściągnięcie podkładu z nosa razem ze sprayem.


Podsumowując, miałam nadzieję, że Avon wypuścił naprawdę godny uwagi produkt, niestety moja skóra mówi dla niego głośne i stanowcze NIE. Przyszedł czas na wypróbowanie fixera z Kobo. 



Używacie fixerów?
Polecacie jakieś w sensownych cenach?