czwartek, 14 lipca 2016

Nadmierne wypadanie włosów czy już łysienie

Temat jak dla mnie na czasie, ponieważ jestem pół roku po porodzie i o ile włosy w czasie ciąży były mocne i nie wypadały prawie wcale, tak teraz są wszędzie. Wypadają mi dosłownie garściami, najgorszy okres był chyba w 4 miesiącu po porodzie, teraz jest trochę lepiej, bo zaczęłam stosować wcierki. Same witaminy niewiele dawały. Na początek może trochę teorii, bo pewnie, nie każdy o tym wie. 

Włos jest strukturą skóry (tzw. przydatkiem skóry). To co widzimy to jego martwa część, żywy jest mieszek włosowy zakotwiczony w skórze. Częścią włosa jest też gruczoł łojowy. Włosy u człowieka nie rosną cały czas, tylko okresowo, w tak zwanych fazach wzrostu, które w zależności od okolicy ciała mogą trwać od kilu dni do kilku lat. Najważniejszy jest anagen, czyli faza właściwego wzrostu. Znajduje się w niej w danym momencie ok. 90 procent włosów na głowie.


trycho.pl



Anagen trwa 2-3 lata (dla porównania, np. na palcach zaledwie 2-3 miesiące), mieszek włosowy jest wtedy aktywny, dobrze rozwinięty, a włos cały czas rośnie. W tym samym czasie nieliczne włosy są w krótkiej fazie przejściowej (katagen), a pozostałe (ok. 10%) fazie inwolucji (telogen). W tej ostatniej fazie włos wypada, a mieszek zanika i dopiero po ok. trzech miesiącach ulega regeneracji.

Naturalne jest to, że włosy wypadają. Jeśli więc widzimy je na szczotce do włosów, w wannie po kąpieli, na poduszce, nie powinno to budzić naszego niepokoju. Za normę uznaje się wypadanie do stu włosów dziennie. Przy stu tysiącach włosów jakie mamy na głowie i gęstości zarostu (600 na cm2, podczas gdy dla porównania na ciele jest to 60 na cm2) to niewiele. Jeśli jednak wypada ich więcej, gdy zaczynamy widzieć prześwity, pojawiają się przerzedzenia w zakolach, to sygnał, że trzeba działać. I to czym prędzej. 
Istnieje kilka typów łysienia. 
Najczęstszym jest androgenowe, ale warto też wspomnieć o łysieniu plackowatym i bliznowaciejącym. W tym ostatnim rokowania na wyleczenie są bliskie zeru, dochodzi w nim bowiem do nieodwracalnego zniszczenia mieszków włosów. Na szczęście występuje bardzo rzadko. .

Co dalej?


Najbardziej radykalna metoda, polegająca na pobraniu włosów w całości z miejsc, gdzie są (najczęściej z tylnej, potylicznej części głowy) i wstawieniu w te, które wyłysiały. Ma wysoką skuteczność, przy czym trzeba pamiętać, że przeszczepem nie zwiększamy liczby włosów, a jedynie robimy kamuflaż – w okolicach, z których włosy są pobierane, ubywa ich. Włosy pobiera się paseczkami w taki sposób, żeby te które rosną wyżej opadały na miejsca, z których zostały zabrane. Metoda jest kosztowna, nie pobudza cebulek włosowych do pracy i nie działa hamująco na dihydrotestosteron, a więc nie zatrzymuje procesu łysienia. Istnieje niewielkie ryzyko, że przeszczepione włosy (lub jakaś ich część) się nie przyjmą albo że powstaną blizny. 

Implanty włosowe 

Metoda podobna do przeszczepu, tyle że wszczepia się sztuczne włosy, a nie własne. Parę lat temu była bardziej popularna, jednak nie przyjęła się powszechnie mimo wysokiej skuteczności, gdyż efekt zabiegu jest sztuczny. Głowa wygląda tak, jakby się na stałe przykleiło do niej perukę. 

Wcieranie preparatów

Szampony, odżywki, ampułki i inne preparaty wciera się miejscowo w skórę głowy. Najpopularniejszym lekiem do stosowania zewnętrznego jest minoksydyl, który wciera się we włosy dwa razy dziennie. Dopóki się go stosuje istnieje stymulacja wzrostu włosów, po zaprzestaniu – znika. Jest to dobra metoda, ale zazwyczaj nie zwiększa grubości włosów, a część pacjentów narzeka, że odrasta im meszek. 

Leczenie doustne 

Ideą tej metody jest podanie środków, które hamują przemianę testosteronu w szkodliwy dihydrotestosteron i w ten sposób zapobiegają jego negatywnemu działaniu na cebulki włosowe. Dostępne są leki: finasteryd (tylko dla mężczyzn), pironolakton, cyproterone czy flutamide. Leczenie doustne przynosi efekty (hamuje łysienie i stymuluje odrastanie włosów, chociaż oczywiście nie przywróci ich do stanu wyjściowego), ale trzeba je stosować przewlekle, bo po zaprzestaniu problem powraca. Największym minusem jest to, że podawanie hormonów oddziałuje na cały organizm i ma skutki uboczne. 

Mezoterapia 

Zabieg polega na wprowadzaniu w skórę metodą iniekcji koktajli witaminowo-minerałowych lub osocza bogatopłytkowego. Już samo nakłucie skóry przynosi pozytywne rezultaty, gdyż pod wpływem mikrourazu aktywowane są procesy regeneracyjne, poprawia się ukrwienie i odżywienie skóry. Można ten proces porównać do wybudzania cebulek z letargu. Nie ma natomiast badań, które potwierdzałyby efektywność miejscowego podawania witamin i minerałów, a jeśli już, to efekt jest krótkotrwały, kilkudniowy. Dlatego korzystniej jest podać osocze bogatopłytkowe. Pozyskuje się je z własnej krwi. Najpierw pobiera się pacjentowi krew, potem ją odwirowuje i skoncentrowany preparat, bogaty w płytki krwi i zawarte w nich czynniki wzrostu, podaje w skórę głowy. Nadal mamy efekt nakłucia, a dodatkowo wprowadzamy w skórę osocze krwi, które silnie stymulują naturalne mechanizmy regeneracji. Zmuszamy komórki do autentycznej pracy, gdyż pobudzane są komórki macierzyste w obrębie cebulki włosowej. Cebulka odżywa i włos zaczyna rosnąć. Minusem metod opartych na mezoterapii jest bolesność zabiegu, bo owłosionej skóry nie da się znieczulić (chyba, że pacjent jest łysy).  

Laseroterapia 

Do leczenia łysienia wykorzystuje się światło czerwone i podczerwone laserów biostymulacyjnych o bardzo małej mocy. Wpływają one na metabolizm komórek cebulek, za czym idzie stymulacja do ponownego wzrostu włosa. Zabieg jest bezbolesny, bezpieczny, nie ma powikłań. Z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że laser przynosi poprawę prawie 70% badanych, i dotyczy ona zarówno gęstości, jak i grubości włosów. Minusem jest konieczność codziennego stosowania urządzenia w okresie terapii (pół roku). Optymalne byłoby więc je kupić lub pożyczyć w gabinetach, które je posiadają. Na rynku pojawiły się grzebienie i szczotki, które wykorzystują światło podczerwone – podczas czesania jest naświetlana skóra. Niestety nie mają one działania terapeutycznego, bo ich powierzchnia jest mała. Żeby zatem zbliżyć się do efektu podobnego do tego uzyskanego laserem należałoby czesać się kilka godzin dziennie.



A jak jest u Was z wypadaniem włosów?

4 komentarze :

  1. u mnie ostatnio zdecydowanie wiecej niż 100 dziennie :/ zaczynam pić skrzyp+pokrzywę

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też ostatnio znacznie norma przekroczona, robię, co mogę, ale kucyk coraz cieńszy :( Mam problemy hormonalne, niestety. Teraz suplementuję się Merz Spezial, mam też w zanadrzu trochę kosmetycznych wspomagaczy, oby coś pomogło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wpis, ja póki co wcieram różne wcierki i staram się pobudzić krążenie. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.